Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/alloi.w-jezyk.augustow.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
wypychał: niby idź sobie, idź już.

Kleopa poruszał wargami, żeby zapamiętać. Na pytanie tylko ramionami wzruszył: nie

Dwudziestolatek z długimi włosami i szczupła dziewczyna.
– Zacząłeś pić?
- Przyjęcie? Jakie przyjęcie? - To, które dla nas wydaję. - Nic mi nie mówiłaś o żadnym przyjęciu - powiedziała Caitlyn, przyglądając się błyszczącej łodzi. - Oczywiście, że mówiłam. Już dawno temu! No chodź, weźmiemy ją w dziewiczy rejs, tylko ona i my dwie. Mam szampana na tę okazję. - Weszła na łódź, otworzyła lodówkę i pokazała owinięte aluminiową folią dwie długie szyjki zielonych butelek. - Dom Perignon - powiedziała, jakby chciała ją tym skusić. Z gracją zdjęła spodenki, pod którymi miała żółte bikini. Popłyniemy do Hilton Head i zacumujemy tam. Wynajęłam salę bankietową na nasze przyjęcie. - Mówisz poważnie? - Cholernie poważnie. Musimy jakoś uczcić dwudzieste piąte urodziny. To nasz łabędzi śpiew przed wejściem w prawdziwe dorosłe życie. - Myślałam, że już jesteśmy dorosłe. - Mów za siebie, Caitlyn. No chodź. - Kelly uśmiechnęła się łobuzersko, jej włosy zabłysły czerwienią w promieniach słońca. - Zasługujemy na to. Wreszcie dostałyśmy naszą część pieniędzy dziadka Benny’ego. Od jak dawna o nich słyszałyśmy? - Stała na pokładzie, wypięła biodra i przyglądała się z uznaniem nowemu nabytkowi. - Wiesz, co myślę? - Aż się boję zgadywać. - To ci powiem. Ten stary łajdak na pewno by się cieszył, że jego ulubione wnuczki poświętują sobie trochę. - Myślisz, że byłyśmy jego ulubienicami? Kelly zaśmiała się i puściła do niej oko. - A kto inny? Amanda? Hannah? Albo ci cholerni Biscayne’owie? Daj spokój, jestem pewna, że byłyśmy jego ulubienicami. Zresztą, czy to ważne? No chodź, Caitie-Did! Chodźmy. Oczywiście nie mogła jej się oprzeć. Entuzjazm Kelly był jak zawsze zaraźliwy. Caitlyn wyraźnie pamiętała ten dzień. Prawie nigdy z nikim nie rozmawiała o wypadku, nawet z rodziną, ale teraz zwierzyła się Adamowi. Opowiedziała o ciemnej wodzie, zbierających się chmurach, rodzinie i przyjaciołach, którzy przyszli świętować razem z nimi. Grała muzyka, był tort urodzinowy i szampan, bawili się do późna w nocy. Kiedy wróciły na łódkę, zerwał się wiatr. Kelly piła, ale uparła się, że da sobie radę przy sterze, a Caitlyn nie miała siły się z nią spierać. Zresztą jej też szampan uderzył do głowy. W drodze powrotnej zaczęło padać, ale Kelly włączyła światła pozycyjne i stała nieustraszenie za sterem, nie przejmując się pogodą ani perspektywą kaca. Caitlyn, oszołomiona szampanem, dała się ponieść uczuciu euforii. Migrena już szykowała się do ataku, ale nawet to nie popsuło Caitlyn nastroju. Nagle silnik prychnął i zamarł, a łódź zatrzymała się. - Co do diabła? - mruknęła Kelly, próbując uruchomić silnik. - Jezu... to nie miało prawa się stać. Mechanik zrobił przecież przegląd. Jeśli go spotkam, to obiecuję skręcić mu ten tłusty kark! - Nagle zrobiło się jakby ciemniej, jeśli to w ogóle było możliwe. Światła na lądzie wydawały się strasznie odległe, wiatr złowieszczo przybierał na sile. - Cholera! - Skończyła się benzyna? - Chyba nie. Boże, jak tu ciemno. - Kelly znalazła w schowku latarkę i włączyła ją. Łódź kołysała się na falach, a noc wydawała się straszna i pusta... jakby były same na świecie.
język. Uznała, że najlepszym sposobem na wariatkę jest trwać przy swoim. Nie jest to proste,
Naprawdę w to wierzyła, ale od wypadku...
O’Donnell, koleżanką z wydziału, kobietą, która wiedziała, co oznacza życie u boku
śpi? A może o niej myśli? Czy ugania się za marzeniem? Położyła dłoń na ciągle jeszcze
sobie sprawę z tego, jak szaleńczo to brzmi, ale wygląda to tak, jakby spełniła swoje zadanie i
kaskadą.
Zjawił się w restauracji pięć minut przed ustalonym czasem, ale i Hayes już tam był,
– Może wreszcie to się skończy. Chwila ciszy w słuchawce.
– Rób, co musisz – powiedziała. – Ale uważaj na siebie, dobrze? Nie bardzo mi wychodzi
Na miłość boską, nie przejmuj się tym teraz. Myśl raczej, co zrobisz, gdy się okaże, że to
Z tym Hayes już nie dyskutował.

powstrzymało ich. Akcję prowadził Sanders. W osobie skrupulatnego detektywa Hawkins

– Aż za często. Zadzwonię.
tylko skończymy. Martinez właśnie dzwoni do PetrocelH. – Hayes siedział po drugiej stronie
wcześniej.

Przecież rozmawiałem z nią tylko raz. Nie wiem nawet, jak naprawdę się nazywa.

– Szanuję pani wierność narzeczonemu i więcej nie ośmielę się wystawiać jej na próbę.
Samobójstwo – niech tam. Grzeb pan w tym paskudztwie, ile chcesz. Reszta to sprawy nie na
bagatelizować jej strachu. Jakkolwiek by się objawiał.

Jennifer, oczywiście, zniknęła.

oszołomiony.
Przecież to żadne królestwo śmierci – powiedziała sobie – to bramy raju. Rodzaj szatni,
to zasługiwałem. Nosiłem w torbie jej zdjęcie w srebrnej ramce. W każdym pokoju